Forum Marilyn Monroe


Strefa czasowa: UTC + 1


Teraz jest 22 lipca 2017, o 05:44



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: The Misfits (1961)
PostNapisane: 10 września 2015, o 21:44 
Legenda kina
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 10 września 2015, o 16:43
Posty: 1765
Obrazek

Skłóceni z życiem – dramat amerykański z 1961 w reżyserii Johna Hustona.

Piękna Roslyn Taber (Marilyn Monroe), świeżo po rozwodzie spotyka dwójkę przyjaciół Gaya (Clark Gable) i Guido (Eli Wallach). Zamierzają spędzić kilka dni poza miastem, w domu Guida, aby wypocząć i zrelaksować się. Na początku wszystko przebiega gładko, ale kiedy obaj mężczyźni zakochują się w Roslyn, której towarzyszy Isabelle Steers (Thelma Ritter) – przyjaciółka, ujawniają się negatywne cechy charakteru – w ich wzajemne stosunki wkrada się rywalizacja i zazdrość. Wkrótce Gay spotyka starego znajomego Perce’a (Montgomery Clift), po czym cała czwórka wybiera się zapolować na dzikie konie i wtedy emocje sięgają zenitu.

Obrazek

Ostatni, ukończony film z trójką wielkich gwiazd – Marilyn Monroe, Clarka Gable’a i Montgomery’ego Clifta. Scenariusz napisał Arthur Miller – ówczesny mąż Marilyn, specjalnie dla niej. Film miał pokazać jej talent dramatyczny, niedoceniany przez producentów i widzów. Finałowa scena filmu, w której Marilyn Monroe i Clark Gable odjeżdżają ciężarówką w promieniach zachodzącego słońca była jedyną, której John Huston nie kazał powtarzać.

Cytuj:
Gatunek: dramat
Rok produkcji: 1961
Data premiery: 1 lutego 1961
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone
Język: angielski
Czas trwania: 122 min
Reżyseria: John Huston
Scenariusz: Arthur Miller
Główne role: Marilyn Monroe, Clark Gable, Montgomery Clift
Muzyka: Alex North
Zdjęcia: Russell Metty
Scenografia: Stephen B. Grimes, Bill Newberry
Montaż: George Tomasini
Produkcja: Frank E. Taylor
Wytwórnia: Seven Arts Productions
Dystrybucja: United Artists


Obrazek

CIEKAWOSTKI:

* Reżyser John Huston początkowo chciał aby rolę Gaya Langlanda zagrał Robert Mitchum, ale aktor odrzucił ofertę ponieważ nie spodobał mu się scenariusz.

* Zdjęcia do filmu kręcono w Dayton, Reno, Stagecoach, Pyramid Lake Indian Reservation (Nevada, USA) i Los Angeles (Kalifornia, USA).

* Oryginalną, krótką nowelę, którą potem adaptował na potrzeby filmu Arthur Miller napisał w Reno podczas oczekiwania na rozwód ze swą pierwszą żoną, jeszcze przed poślubieniem Marilyn Monroe.

* Bar, w którym kręcono film, nadal działa, a znajduje się on w Dayton w Newadzie.

* Okres zdjęciowy trwał od 18 lipca do 4 listopada 1960 roku.


źródła:
wikipedia, filmweb


zapraszam do dyskusji :)

_________________
ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi,
przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym


Obrazek
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 7 stycznia 2016, o 21:48 
Legenda kina
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 10 września 2015, o 16:43
Posty: 1765
mam bardzo mieszane uczucia do tego filmu, niby Marilyn zagrała bardzo dobrze, świetnie nadaje się do dramatycznych ról (niestety potencjał nie został całkowicie wykorzystany), Gable też niczego sobie, ale ta cała otoczka...

mi chyba po prostu fabuła nie przypadła do gustu, bo ja rozumiem, że jest to film o "zagubionych" duszach, o ludziach, którzy chcą się czuć potrzebni i kochani, ale wątek z tymi całymi kowbojami i końmi, to nie dla mnie, Miller mógłby coś innego wymyślić, bo szczerze, to mnie zawiódł, czytając jego cudowne Czarownice z Salem oraz Śmierć komiwojażera, to spodziewałam się naprawdę WOW PRODUKCJI, w dodatku pisał scenariusz specjalnie pod Marilyn (dlatego wyszła bardzo autentycznie), ale to nie był ten Miller ze sztuk, ja nie wiem co to było...

no i nadal nie wiem co sądzić o tym filmie, bo pomysł dobry, ale wykonanie naprawdę bardzo, bardzo słabe, na siłę chcieli ukazać ten dramatyzm, że każdy głupi (za przeproszeniem) widzi to, za to dialogi bardzo, bardzo mi się podobały, wręcz zamykałam oczy i tylko słuchałam, świetne słowa, przemyślenia, spostrzeżenia, tutaj ukłon

no i ten początek... ja rozumiem, że jak ludzie chcą zmienić coś w swoim życiu, czują się niepotrzebni i chcą zaszaleć, ale żeby od razu jechać z dwoma mężczyznami (w dodatku starszymi) poznanymi w barze od razu na ranczo? no nie przesadzajmy...

moja ocena: 6/10 (bo uważam, że można było ten film inaczej zrealizować, nie wczułam się w klimat, a szkoda)

_________________
ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi,
przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym


Obrazek
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 20 stycznia 2016, o 11:39 
Legenda kina
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 10 września 2015, o 16:43
Posty: 1765
(...) Clift wystąpił w "Skłóceni z życiem", antywesternie, najbardziej znanym jako ostatni film Marilyn Monroe i Clarka Gable'a. Reżyser John Huston ponoć zaangażował Clifta, ponieważ sądził, że będzie on wywierał "kojący wpływ" na Monroe, głęboką uwikłaną we własne nałogi i walkę z osobistymi demonami. Jednak nawet Monroe donosiła, że Clift to: "jedyna osoba, którą znam, w jeszcze gorszej kondycji niż ja sama". Fotosy z planu filmowego są równie przejmujące, co bolesne: tak jakby cała trójka kontemplowała swój upadek. Jest w tym jakieś smutne, lecz spokojne pogodzenie się z tym, że ich ciała mają ograniczone możliwości, nawet jeśli ludzie chcieliby ich zapamiętać zupełnie inaczej.
W 1961 roku widzowie widzieli już zbyt wyraźnie pogarszanie się z dnia na dzień kondycji gwiazd, żeby dostrzec kontemplacyjny geniusz "Skłóconych z życiem". To był mroczny, melancholijny film. W recenzji w "Variety" odnotowano, że "ogrom złożonych, introspekcyjnych konfliktów, symbolicznych porównań i sprzeczności motywacji" był tak skomplikowany, że mógł "poważnie skonfundować" publiczność niepotrafiącą poradzić sobie z filozoficznymi podtekstami scenariusza Arthura Millera. Albo - jak wyjaśnił Bosley Crowther w "The New York Times", obierając populistyczny punkt widzenia, bohaterowie byli zabawni, ale jednocześnie "płytcy i niespójni, taki jest najbardziej przekręcony problem z tym filmem".
Bez względu na to, czy film "Skłóceni z życiem" był moralnie odpychający, czy filozoficznie wymagający, okazał się klapą, odzyskany dla publiczności dopiero lata później jako arcydzieło gatunku antywesternu. Patrząc z perspektywy czasu, film otaczała atmosfera mroku: Gable zmarł na zawał serca dziesięć dni po zakończeniu zdjęć, a Monroe zdołała wziąć udział w premierze filmu dzięki przepustce z oddziału psychiatrycznego. Będzie żyć jeszcze półtora roku, ale "Skłóceni z życiem" pozostanie jej ostatnim ukończonym filmem. Dla Clifta zdjęcia okażą się niewiarygodnie obciążające zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Nie tylko nabawił się blizny w poprzek nosa, zadanej rogiem zabłąkanego byka, poważnych odparzeń od lin nabytych podczas prób ujarzmienia dzikiego konia oraz przeróżnych ogólnych ran, ale także zagrał - jak to później przyzna publiczność - jedną ze swoich najlepszych scen: nienaturalną, ale rozdzierającą serce rozmowę z matką z budki telefonicznej. Nawet jeśli sam Clift wymykał się spod kontroli, wcielanie się w bohatera, który zachowywał się podobnie, jedynie zwiększało jego psychologiczną wiarygodność. (...)


Skandale Złotej Ery Hollywood Anne Helen Petersen

_________________
ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi,
przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym


Obrazek
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 30 września 2016, o 22:20 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
http://film.org.pl/skloceni-z-zyciem-th ... ift-huston

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 11 października 2016, o 17:09 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Podobała mi się ta scena, w której Marilyn w szlafroku wbiega do domu i z niego wybiega mówiąc: 'I can go in and I can go out' :) I robi tak kilka razy z rzędu :D

Obrazek

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 18:03 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
castagna napisał(a):
mi chyba po prostu fabuła nie przypadła do gustu, bo ja rozumiem, że jest to film o "zagubionych" duszach, o ludziach, którzy chcą się czuć potrzebni i kochani, ale wątek z tymi całymi kowbojami i końmi, to nie dla mnie


Walka z końmi w tym filmie to walka z samym sobą.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 19:53 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
film był dla mnie ciężki, filozoficzny. Za szybko zaczęli go kręcić. Jeszcze w trakcie zdjęć Arthur poprawiał scenariusz, co da się odczuć w filmie. Pospieszyli się. Fabuła niezbyt zachwyca, jest bardzo prosta, za to dialogi wzniosłe. Marilyn jest w tym filmie takim delikatnym, zranionym kwiatem. Jest tak ujmująco piękna i smutna, że to aż boli.
Nie lubię tej sceny z końmi, była bardzo brutalna - dla tego nieszczęsnego konia. Tępo filmu było bardzo wolne, czasem melancholijne. Z tego co pamiętam to krytykom nie spodobał się ten film i gdyby nie był ostatnim dokończonym przez Marilyn i ostatnim dla Clarka, to pewnie byłby już zapomniany.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 20:50 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Tej sceny z końmi też nie lubię. Film nie powala scenariuszem, ale ma trochę metaforycznych odniesień. Mógłby być lepszy. Za to Marilyn gra tutaj w zasadzie samą siebie, dlatego tak doskonale się wpasowała.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 20:54 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
Arthur pisząc swoje największe powieści czerpał inspirację z życia, z przykładami z którymi się zetknął. Tak też było ze "Skłóconymi z życiem". I tak samo jak tą historię, tak samo "Po upadku" oparł na Marilyn. Po prostu opisywał to co się wydarzyło.

Marilyn nie powinna grać samej siebie. Ten film ją zniszczył.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:20 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Wiem, że ta rola ją rozczarowała. Nie było miłe, gdy Arthur przeniósł niektóre sytuacje z życia na ten film, np. te jej zdjęcia na szafce w tym domku, gdy ona mówi, że powieszone są dla żartu. Ale dużo też było w tej Roslyn pozytywnych cech Marilyn. Dlatego daję szansę temu filmowi.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:26 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
Scena, która zapewne miała nawiązywać do związku MM i Joe...

I: Czy pani mąż zachowywał się brutalnie wobec pani?
Roslyn: Tak
I: W jaki sposób przejawiała się ta brutalność?
Roslyn: Stale... jak to dalej idzie?
I: Stale lekceważył w okrutny sposób moje osobiste potrzeby i prawa i parę razy użył wobec mnie fizycznej przemocy.
Roslyn: Stale... och, musze to mówić? Dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć: "Nie było go tam?"... to znaczy, można go tym dotknąć, ale jego tam nie było.

"Przynajmniej miałaś matkę" - zauważa Isabelle, na co Roslyn odpowiada "Jak można mieć kogoś, kto bez przerwy znika?"

Masakra. Nie dziwię się, że Marilyn po tych wszystkich scenach trafiła do szpitala psychiatrycznego. Musiała być bardzo, bardzo rozbita i do tego opuszczona.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:32 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Tak, te sceny są straszne :''( i jeszcze w tej knajpie, gdy ona mówi, że zatęskniła za mamą :''(

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:37 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
Przypomniało mi się teraz jak Arthur pisał w swojej autobiografii, że podczas kręcenia zdjęć do tego filmu, Marilyn przedawkowała. Wezwali do niej jakiegoś lokalnego lekarza, który był w szoku. Marilyn nie dość, że wzięła tak dużą dawkę, która powaliłaby 2 ludzi, to jeszcze samodzielnie siedziała i do tego lekarza mówiła...

To świadczy tylko o tym, jak przez lata jej organizm przyzwyczajał się i jak już później słabo reagował na zwiększone dawki. Brała więcej, bo mniej już nie działało. To jest straszne.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:46 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Jejku :''( Ona brała też te leki w formie lewatywy chyba, a przynajmniej jest podejrzenie, że przed śmiercią w taki sposób się do jej organizmu dostały.
Pamiętam, że do jakiegoś szpitala psychiatrycznego zawieźli ją podstępem, a ona biedna o niczym nie wiedziała.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: The Misfits (1961)
PostNapisane: 17 października 2016, o 21:51 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3036
Tak to był właśnie ten szpital. Ona myślała, że to normalny szpital, a nie psychiatryczny gdzie zamknęli ją w osobnej izbie i traktowali jak wariatkę. To właśnie po tym szpitalu zaczęła chodzić do Greensona, bo poprzednia terapeutka ją okłamała. Marilyn przeżyła tam straszne chwile.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron