Forum Marilyn Monroe


Strefa czasowa: UTC + 1


Teraz jest 20 października 2017, o 18:45



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 6 września 2014, o 20:49 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Jakie jest wasze zdanie na temat tego miejsca w którym Marilyn znalazła się za sprawą dr Kris? Chyba w filmie "Love, Marilyn" ktoś się wypowiadał, że gdyby została tam dłużej to na pewno sytuacja w nocy z 4 na 5 sierpnia 1962 roku nigdy nie miałaby miejsca.

Specjalnie dla Was przepisałam jej listy do dr Greensona :P Tak wielka mądrość i wrażliwość bije z jej przekazu. No i masa przecinków, podobno wstydziła się swojej interpunkcji.

Drogi doktorze Greenson
Kiedy przed chwilą wyjrzałam przez szpitalne okno na świat okryty śniegiem, zobaczyłam że nagle cała zieleń została przytłumiona. Trawniki są ośnieżone, a wiecznie zielone krzewy wynędzniałe, a jednak widok drzew dodaje mi otuchy – nagie gałęzie jakby obiecują wiosnę i nadzieję. Czy obejrzał Pan już „Skłóconych z życiem”? W jednej ze scen mógł Pan zobaczyć, jak dziwne i nagie może być drzewo. Nie wiem czy jest równie wymowne na ekranie – uważam, że źle wybrali niektóre ujęcia do montażu. Kiedy zaczęłam pisać ten list, cztery łzy spłynęły mi z oczu. Właściwie nie wiem dlaczego. Ostatniej nocy znowu nie mogłam spać. Czasami się zastanawiam po co są noce. Dla mnie nie istnieją – wszystko wydaje się jednym długim, okropnym dniem. Tak czy inaczej, postanowiłam konstruktywnie spędzić nocne godziny i zaczęłam czytać listy Zygmunta Freuda. Kiedy po otwarciu książki zobaczyłam obok strony tytułowej fotografię Freuda, wybuchnęłam płaczem – wyglądał na bardzo przygnębionego (zdjęcie musiało być zrobione na krótko przed śmiercią), tak jakby był rozczarowany życiem. Lecz doktor Kris, powiedziała, że bardzo cierpiał fizycznie, o czym wiedziałam z książki Jonesa. Zdawałam sobie sprawę z jego choroby, ale wciąż wierzyłam w to, co intuicja mi podpowiadała, gdyż widziałam smutne rozczarowanie malujące się na jego łagodnej twarzy. W książce wykazano (choć nie jestem pewna, czy powinno się publikować czyjekolwiek listy miłosne), że nie był niedołęgą! Subtelny, wisielczy humor, a nawet ciężka walka leżały w jego naturze. Nie przeczytałam jeszcze zbyt wiele, bo jednocześnie zainteresowała mnie wydana po raz pierwszy autobiografia Seana O’Caseya. Ta książka jest dla mnie wstrząsająca, ale w końcu takie rzeczy powinny budzić niepokój.
W Payne Whitney nikt nie chciał wczuć się w moje położenie – pobyt w tamtym szpitalu wpłynął na mnie fatalnie. Umieścili mnie w celi (takiej cementowej klatce) przeznaczonej dla bardzo kłopotliwych, przygnębionych pacjentów, ale czułam się tak, jakby wsadzili mnie do jakiegoś więzienia za zbrodnię, której nie popełniłam. Nieludzkie traktowanie przypominało mi dawne czasy. Spytali mnie dlaczego nie czuję się tam szczęśliwa (wszystko było zamykane na klucz – wyłączniki światła, szuflady, łazienki, szafki, kraty w oknach – a drzwi miały szybki, by cały czas można było obserwować pacjentów. Poza tym na ścianie widniały ślady stosowania przemocy i znaki pozostawione przez byłych pacjentów). Odpowiedziałam „Musiałabym być szalona, żeby mi się tutaj podobało!” Później słyszałam jak kobiety krzyczą w celach – przypuszczam, że wrzeszczały kiedy życie stawało się dla nich nie do zniesienia – i uważałam, że w takich momentach dobry psychiatra powinien porozmawiać z nimi, chociażby po to by na chwilę ulżyć im w bólu i cierpieniu. Sądzę że również oni (lekarze) mogliby się czegoś nauczyć – ale ich interesowało tylko to, co przeczytali w książkach. Może od cierpiącego przez cała życie człowieka mogliby się dowiedzieć więcej – miałam wrażenie że bardziej szukali posłuchu i puszczali pacjentów, kiedy ci "dawali za wygraną". Poprosili mnie, żebym poszła na TZ (Terapia Zajęciowa). Spytałam: "I co mam tam robić?" Odparli "Może pani szyć albo grać w warcaby, a nawet w karty, może też pani robić na drutach". Próbowałam wyjaśnić, że w dniu, w którym to zrobię, będą mieli kolejną wariatkę. Ani mi to było w głowie. Spytali mnie, dlaczego uważam, że jestem inna niż reszta pacjentów, więc doszłam do wniosku, że jeśli naprawdę są tak głupi, to muszę odpowiedzieć w prosty sposób; powiedziałam zatem: "Po prostu jestem".
Pierwszego dnia rzeczywiście dołączyłam do jednej z pacjentek. Spytała mnie, dlaczego jestem taka smutna, i zaproponowała, żebym zadzwoniła do przyjaciółki, dzięki czemu nie czułabym się tak bardzo samotna. Powiedziałam, że poinformowano mnie, iż na tym piętrze nie ma telefonu. A propos pięter, wszystkie zamknięte - nikt nie może tu wejść ani stąd wyjść. Spojrzała na mnie wstrząśnięta i przerażona i powiedziała: "Zaprowadzę panią do telefonu" - i kiedy czekałam przy automacie na swoją kolej, zauważyłam strażnika (ponieważ miał na sobie szary dziany mundur), i gdy tylko podeszłam do aparatu, odepchnął mnie stamtąd ramieniem, mówiąc bardzo srogim głosem "Pani nie wolno korzystać z telefonu". A przy okazji bardzo się chwalili, że na oddziale panuje rodzinna atmosfera. Spytałam ich (lekarzy), jak to rozumieją. Odpowiedzieli: "Cóż, na szóstym piętrze mamy dywany na podłogach i nowoczesne meble", na co odparłam: "Każdy dekorator wnętrz mógłby to pacjentom zapewnić - zakładając że są na to środki"; skoro lekarze mają do czynienia z ludźmi, spytałam, to dlaczego nie dostrzegają wnętrza człowieka?
Ta dziewczyna, która powiedziała mi o telefonie, wydawała się taka smutna i zdenerwowana. Po tym, jak strażnik odepchnął mnie od telefonu, powiedziała: "Nie wiedziałam, że to zrobią". Potem dodała: "Jestem tutaj ze względu na mój stan psychiczny - kilka razy podcinałam sobie gardło i żyły", powiedziała, że trzy albo cztery razy.
No cóż, ludzie zdobywają Księżyc, ale nie interesują się bijącym ludzkim sercem. Ktoś może ich zmienić, lecz tego nie zrobi - a propos, to był początkowy motyw "Skłóconych z życiem" - nikt nawet tego nie zrozumiał. Częściowo chyba przez zmiany w scenariuszu i pewne zniekształcenia wprowadzone przez reżysera.

Później:
Wiem, że nigdy nie będę szczęśliwa, ale wiem, że potrafię być wesoła!
Czy pamięta Pan, jak mówiłam, że Kazan powiedział, iż jestem najweselszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek znał, a proszę mi wierzyć, że znał ich wiele. Kochał mnie przez rok i pewnej nocy, kiedy bardzo cierpiałam, ukołysał mnie do snu. Zaproponował także, żebym poszła do psychoanalityka i później chciał, żebym pracowała z Lee Strasbergiem.
Czy to Milton napisał: "Szczęśliwi nigdy się nie narodzili?" Znam przynajmniej dwóch psychiatrów, którzy szukają bardziej optymistycznego podejścia do życia.

Ranek drugiego marca:
Znowu nie spałam tej nocy. Wczoraj zapomniałam Panu o czymś opowiedzieć. Kiedy po raz pierwszy wsadzono mnie do pokoju na szóstym piętrze, nie powiedziano mi że to oddział psychiatryczny. Doktor Kris zapewniła mnie, że przyjdzie następnego dnia. Pielęgniarka weszła po tym, jak lekarz psychiatra zbadał mnie, sprawdzając między innymi, czy nie mam guzków na piersiach. Zaprotestowałam przeciwko temu, ale niezbyt gwałtownie, próbowałam tylko wytłumaczyć że lekarz, który mnie tam umieścił głupi doktor Lipkin, przeprowadził dokładne badania, nie dalej niż trzydzieści dni temu. Ale kiedy weszła siostra, zauważyłam, że nie ma możliwości by zadzwonić na pielęgniarkę lub przywołać ją, zapalając światełko. Zapytałam dlaczego tak się dzieje, a także o parę innych rzeczy, a ona powiedziała, że to oddział psychiatryczny. Kiedy wyszła ubrałam się i zaraz potem ta dziewczyna w hallu powiedziała mi o telefonie. Czekałam przy drzwiach windy, które wyglądały tak jak inne drzwi z gałką, z tą różnicą że nie było na nich żadnego numeru (wie pan, pominęli je). Po rozmowie z dziewczyną podczas której powiedziała mi, co próbowała ze sobą zrobić, wróciłam do swojego pokoju, wiedząc że okłamali mnie w sprawie telefonu i usiadłam na łóżku próbując sobie wyobrazić, co bym zrobiła gdybym musiała zaimprowizować na scenie taką sytuację. Pomyślałam, że najpierw trzeba zrobić wokół siebie dużo hałasu. Przyznaję że pomysł ściągnęłam z filmu „Don’t Bother to Knock” w którym kiedyś grałam. Podniosłam lekkie krzesło i z premedytacją uderzyłam nim w szybkę - trudno było to zrobić, gdyż nigdy w życiu niczego nie zbiłam. Musiałam nieźle walić żeby wyjąć nawet mały kawałek szkła, lecz w końcu mi się udało i ukrywszy szkło w dłoni, usiadłam cicho na łóżku, czekając na nich. Kiedy przyszli powiedziałam „Jeśli zamierzacie traktować mnie jak wariatkę, będę zachowywała się jak wariatka”. Muszę przyznać, że następne pociągnięcie było trochę w starym stylu, ale naprawdę zrobiłam to w filmie, z tą różnicą że wtedy posługiwałam się żyletką. Pokazałam, że jeśli mnie nie wypuszczą to zrobię sobie krzywdę – ostatnia rzecz jakiej pragnęłam, gdyż jak Pan wie, panie Greenson, jestem aktorką i nigdy celowo nie oszpeciłabym siebie ani nie doprowadziła do tego, żeby mieć blizny, po prostu jestem szalenie próżna. Nie współpracowałam z nimi pod żadnym względem, ponieważ nie wierzyłam w to co robią. Poprosili mnie żebym spokojnie poszła z nimi, ale ja nie ruszyłam się z łóżka, więc podnieśli mnie we czworo – dwóch silnych mężczyzn i dwie silne kobiety – i zawieźli windą na 7 piętro. Muszę przyznać, że mieli na tyle przyzwoitości, by nieść mnie twarzą do dołu. Przez całą drogę cicho płakałam; wreszcie umieścili mnie w celi o której panu pisałam i ta wołowata kobieta, jedna z tych siłaczek, powiedziała „Proszę się wykąpać”. Powiedziałam, że dopiero co brałam kąpiel na 6 piętrze. Odparła swoim głosem „Trzeba się kąpać gdy tylko przejdzie się na inne piętro”. Człowiekowi, który kieruje tym miejscem (typ doktora szkoły średniej), pozwolono rozmawiać ze mną i zadawał mi pytania niczym psychoanalityk, choć doktor Kris mówiła o nim jako o "administratorze". Powiedział mi, że jestem bardzo, bardzo chorą dziewczyną i że jestem bardzo chora od wielu lat. Nie pochwala tego, co robią jego pacjenci. Spytał, jak mogłam pracować, kiedy wpadałam w depresję. Był ciekaw, czy przeszkadzało mi to w pracy. Mówił jasno i stanowczo. Właściwie oznajmiał, a nie pytał, więc odparłam: "Czy nie sądzi pan, że pewnie Greta Garbo i Charlie Chaplin, i Ingrid Bergman czasami wpadali w depresję, kiedy pracowali?" To tak, jakby się powiedziało, że gracz taki jak DiMaggio nie potrafił uderzyć w piłkę, kiedy przeżywa depresję. Straszna głupota.
A propos, mam dobre nowiny, chyba komuś pomogłam. On tak twierdzi: Joe powiedział, że uratowałam mu życie, posyłając go do psychoterapeuty. Doktor Kris orzekła, że ten lekarz jest znakomitym fachowcem. Joe stwierdził, że udało mu się dojść do siebie po rozwodzie, dodał także, że gdyby był na moim miejscu, to też rozwiódłby się ze sobą. W Wigilię przysłał mi kosz poinsecji. Spytałam, kto sprawił mi taką niespodziankę - moja przyjaciółka Pat Newcomb była obecna przy tym, gdy dostarczono mi kwiaty. "Nie wiem", odparła "Jest tu tylko taka kartka: >Najlepszego, Joe<". Wtedy powiedziałam: "Jest tylko jeden Joe". Ponieważ był to wieczór wigilijny, zadzwoniłam do niego i spytałam, dlaczego przysłał mi kwiaty. Powiedział: "Przede wszystkim dlatego, że sądziłem, iż zadzwonisz, by mi podziękować". a potem dodał: "A poza tym, kogo jeszcze, do diabła, masz na tym świecie?". Poprosił, bym poszła z nim kiedyś na drinka. Powiedziałam, iż wiem, że nie pije, na co odparł, że teraz od czasu do czasu pozwala sobie na drinka, na to ja odrzekłam, że będziemy musieli się spotkać w bardzo słabo oświetlonym miejscu! Spytał, co robię w wieczór wigilijny. Powiedziałam, że nic, jestem z przyjaciółką. Wtedy zapytał, czy może przyjechać. Ucieszyłam się z tego, choć muszę przyznać, że byłam przygnębiona i skora do płaczu, ale mimo wszystko zadowolona, że przyjedzie.
Chyba lepiej przestanę już pisać, bo Pan ma inne rzeczy do roboty, lecz dziękuję, że zechciał Pan to wszystko przeczytać.

Marilyn Monroe


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 7 września 2014, o 21:47 
Początkująca modelka
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 21 lipca 2014, o 21:30
Posty: 34
Uważam, że nie można być pewnym (tak jak wypowiadała się klinika) co potoczyło by się dalej... Marilyn traktowano tam jak zwykłą pacjentkę i postępowano z nią bardzo podręcznikowo.

Ps. Bardzo dziękuję Ci za udostępnienie tych listów :D
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 20 października 2016, o 21:10 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Posiadała umiejętność zgrabnego, pisemnego wysławiania się, od razu widać też, że była oczytana. Traktowano ją tam, jak każdego innego pacjenta, ale sposób w jaki ją tam umieszczono był coś więcej niż oburzający. Zupełnie tak, jakby była ubezwłasnowolniona i nie mogła stanowić sama o sobie. Nie dziwię się, że reagowała, jak reagowała.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 10:04 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Tak to było coś strasznego, wsadzić ją tam wbrew jej woli i oszukać, że to zwykły szpital. Ona pisała rozpaczliwe listy do Strasbergów, informując ich, że nic złego nie zrobiła i że prosi aby ją stamtąd wyciągnęli.

Nie zareagowali.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 10:19 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Te listy do nich dotarły?

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 10:23 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Raczej tak. Można było normalnie korespondować, Greenson swoje listy otrzymywał. Marilyn pisała też do Rostenów. Już nie pamiętam czy z Joe udało jej się skontaktować telefonicznie czy listownie, ale to on ją stamtąd wyciągnął interweniując u dr Marianne Kris.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 10:30 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Z tego, co pamiętam to telefonicznie się z nim skontaktowała - pozwolono jej na jeden jedyny telefon i miała szczęście, że udało jej się do niego dodzwonić.
Nie wiem, co sądzić o tym niereagowaniu Strasbergów..

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 10:33 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Tak, masz racje, teraz też mi się już to przypomniało.

Jeśli chodzi o Strasbergów to wydaje mi się, że chcieli od niej trochę odpocząć i zająć się swoimi sprawami i wychodzili z założenia, że lekarze wiedzą co robią.

Jak będę w domu to może przepisze te listy, nie były długie.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 19:30 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Strasbergowie otrzymali list 8 lutego. Nikt nie wie czy próbowali interweniować.

Kochani Lee i Paulo,
Doktor Kris umieściła mnie w szpitalu i pozostawiła pod opieką dwóch głupawych lekarzy. Ani jeden, ani drugi nie powinien mnie leczyć. Zamknięto mnie razem z tymi biednymi, pomylonymi ludźmi. Jestem pewna, że sama też skończę jako wariatka, jeśli ten koszmar jeszcze potrwa. Proszę, pomóżcie mi. Ten szpital, to ostatnie miejsce, w którym powinnam być. Kocham Was.

Marilyn

PS: Jestem na oddziale ludzi niebezpiecznych dla otoczenia. Mój pokój przypomina celę. Zamknęli mi drzwi do łazienki i nie chcieli dać klucza więc wybiłam szybkę w drzwiach. Lecz poza tym nie zrobiłam nic złego.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 20:25 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Mam nadzieję, że jednak próbowali jej jakoś pomóc..

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 20:28 
Administrator
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 lipca 2014, o 22:54
Posty: 3039
Myśl, że mogą cię gdzieś zamknąć i trzymać, mimo że nie chcesz tam zostać, jest przerażająca. Zdrowy człowiek by oszalał, a co dopiero ktoś tak wrażliwy jak Marilyn. Niewolnictwo z tą tylko różnicą, że nie musisz pracować ponad siły, ale jesteś więziona i na wszystko musisz mieć zgodę, nawet na skorzystanie z toalety. To uwłaczające. Po wizycie w klinice Marilyn nigdy, nigdzie się nie zamykała.

_________________
Zmęczyła mnie rola symbolu - pragnę być człowiekiem. Greta Garbo
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Klinika Payne Whitney
PostNapisane: 21 października 2016, o 20:51 
Skłócona z życiem
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 20 września 2016, o 16:39
Posty: 933
Ja bym tam nie wytrzymała, załamałabym się, rozstroiłabym się nerwowo.

_________________
"...albowiem tam, gdzie nie ma już nadziei, pozostaje jeszcze śpiew."

- Victor Hugo, Les Misérables
Góra
  Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron