Marilyn Monroe
http://marilyn-monroe.cba.pl/

Greenson, Engelberg i leki
http://marilyn-monroe.cba.pl/viewtopic.php?f=20&t=413
Strona 1 z 2

Autor:  ElsieMarina [ 12 października 2016, o 20:42 ]
Tytuł:  Greenson, Engelberg i leki

Żeby poszerzyć naszą wiedzę to Marilyn przyjmowała codziennie w lipcu, z wyjątkiem: 4,6,7,8,9 i 16 lipca zastrzyki z wątroby i witamin. Po tych zastrzykach błyskawicznie zmieniał się jej nastrój. Gwałtownie przybywało jej energii. Poprosiła Merymana o przełożenie rozmów. Jednak kiedy wróciła z kuchni po zastrzyku to nabrała ochoty na rozmowę. Mówiła bez przerwy aż do północy, szybko i bez składu. Czy tak działają zastrzyki z witamin? Podobno jej lekarz, który je wykonywał - Engelberg, nazywał je "zastrzykami młodości". Marilyn przyjmowała je codziennie i Engelberg zawsze ją gdzieś znalazł by zrobić jej swój zastrzyk - nawet w restauracji.
Spoto pisze, że podobnie jak Greenson, Engelberg traktował Marilyn jak swoją własność, a kiedy dostał klucze do jej domu, żeby w nagłych sprawach szybko się do niej dostać to niemalże tańczył z radości "Mogę wchodzić do mieszkania Marilyn, mam klucze do domu Marilyn!".

Autor:  Narcissa [ 12 października 2016, o 20:58 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

Moim zdaniem rzeczą niedorzeczną jest, żeby dwóch psychiatrów leczyło odrębnie pacjenta. Nie wiem, czy oni się porozumiewali w kwestii leczenia Marilyn. Nie posiadam aż takiej wiedzy w tym temacie. Natomiast opierając się na publicznie znanych faktach MM dostała wodzian chloralu i jakiś barbiturat, które działają antagonistycznie względem siebie, jeden wyklucza trawienie/wchłanianie drugiego. Odrzucając hipotezę morderstwa i umyślnego samobójstwa, przyjęcie tych dwóch leków mogło doprowadzić do samobójstwa niezamierzonego.

Autor:  ElsieMarina [ 12 października 2016, o 21:04 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

Greenson był psychiatrą, a Engelberg internistą. Greenson wszystko co miało związek z lekami zlecał Engelbergowi, dzięki temu umywał ręce, że on z lekami podawanymi Marilyn nie miał nic wspólnego. Kiedy Marilyn źle się czuła, dzwonił po niego, żeby zaaplikował jej odpowiednie leki poprawiające nastrój, uspokajające lub nasenne. W dniu kiedy Marilyn umarła, Engelberg był wzywany aż 2 razy z powodu złego stanu psychicznego Marilyn, aby podał jej środki uspokajające.

Autor:  Narcissa [ 12 października 2016, o 21:12 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

To wszystko bardzo dziwnie wygląda.

Autor:  ElsieMarina [ 12 października 2016, o 21:16 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

Tak ja nie ufam ani Greensonowi ani Engelbergowi bo oni jacy pierwsi byli na miejscu zdarzenia, widzieli się tego samego dnia z Marilyn jeszcze żywą. Podobno była w złej kondycji psychicznej ze względów osobistych. To wszystko jest bardzo niepokojące. Na pewno oboje mieli coś do ukrycia. Greenson to już w ogóle bardzo podejrzany i zaborczy typ. Można w sumie osobny temat o nim założyć bo jest co pisać.

Autor:  Narcissa [ 12 października 2016, o 21:22 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

Dobry pomysł.
Zastanawia mnie jedno. Dlaczego nikt z jej przyjaciół (podobno przyjaźniła się z Pat jakąś tam) nie zainteresował się kwestią leczenia Marilyn, dlaczego nikt tego nie zweryfikował, nie zakwestionował metod, sposobu.
Ci lekarze robili co chcieli, bo wiedzieli, że MM jest całkiem sama, nie ma rodziny, która mogłaby wpłynąć na przebieg leczenia. Przecież to od razu wydaje się podejrzane.

Autor:  ElsieMarina [ 12 października 2016, o 21:30 ]
Tytuł:  Re: Ostatni wywiad (R. Meryman, lipiec 1962)

To były ciężkie czasy jeśli chodzi o leki i narkotyki, które nie był wtedy uważane za narkotyki. Nikt nie wiedział jaki to wszystko ma wpływ na organizm, że można się uzależnić itp. przepisywano wszystko i traktowano leki jak cukierki. Już samo to, że ona brała leki nasenne, a później rano pobudzające, żeby mogła po tej dużej dawce nasennych funkcjonować, wydaje się dziwne, niedorzeczne i niebezpieczne. Dosłownie jak maszyna, do której wrzucasz odpowiednią tabletkę, żeby uzyskać odpowiedni efekt czyli nastrój lub nastawienie do życia. Nie ma co się dziwić, że przez tak różne leki, ona była rozdrażniona, nie mogła się skupić, raz się śmiała, za chwilę płakała. Prawdziwa huśtawka nastrojów. Ale to się nie liczyło, a wiesz dlaczego? Bo ważne dla wszystkich było to, żeby ona chodziła, mówiła, wyglądała i zarabiała dla wszystkich wokół pieniądze. Jej stan psychiczny nikogo nie obchodził. Taka jest smutna prawda. Nawet jej bliscy dawali jej leki, żeby poczuła się lepiej. Nie widzieli innej metody... to smutne. Dopiero w domu Miltona, był taki okres kiedy nie brała w ogóle leków i czuła się szczęśliwa. Potem przyszły nowe problemy, nowy stres związany z kręceniem filmów i nowe dawki leków żeby Marilyn mogła to wszystko udźwignąć. Wbrew pozorom Marilyn nie była ani pierwsza ani ostatnia, którą w ten sposób, że tak brzydko powiem - dojono i kontrolowano. To samo było np. z Whitney Houston, która była uzależniona od narkotyków i nikt nie chciał jej pomóc. Wszyscy wiemy jak to się skończyło. Takich przykładów można znaleźć więcej. Joe nic nie robił, a Arthur uważał, że Marilyn nie można pomóc bo ona sama tego nie chce. Wszyscy to po prosto zignorowali.

Autor:  castagna [ 13 października 2016, o 10:21 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

racja, w tamtych latach leki były jak cukierki, nie tylko gwiazdy z nich korzystał (ale w większości wypadków tak, właśnie one, bo zostały nauczone, wychowanie, np. Garland), ale też również zwykli ludzie, najczęściej kobiety, tak zwane "housewife"

Autor:  ElsieMarina [ 13 października 2016, o 20:55 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

To jest w ogóle bardzo ciekawy temat. Szkoda, że nie mamy tu jakiegoś znawcy leków :P A, że housewife też brały to nie wiedziałam. Ale w sumie to się nie dziwię. Masz castagna jakieś szersze info?

Autor:  castagna [ 13 października 2016, o 21:32 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

ja to na pewno wzięłam z różnych biografii i dokumentów na temat tamtych lat, dodać dwa do dwóch to wychodzi taki wynik, kobiety wychowujące dzieci i zajmujące się domem tak właśnie sobie "pomagały", dawały tego powera, aby w jednym dniu mogły zrobić tyle rzeczy, nie mówię, że każda kobieta tak robiła, ale nie było to zaskoczeniem, przecież "leki pomagają, a nie szkodzą", więc o żadnym uzależnieniu nie było mowy ;) taka moda też

Autor:  ElsieMarina [ 13 października 2016, o 21:36 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

Ze Spoto:

"Nigdy się nie denerwujesz? Nie masz napadów strachu?" - pytała przyjaciół w momentach otrzeźwienia. Kiedy jej mówiono, że są to normalne stany, odczuwane szczególnie często przez aktorów, cicho odpowiadała: "Lecz nie jesteś w moim położeniu. Kiedy grasz w filmie, musisz od samego rana dobrze wyglądać, więc powinieneś się wyspać. Dlatego biorę pigułki".
To przyzwyczajenie, w przeciwieństwie do tego, co zwykle przypisywano Marilyn, nie miało nic wspólnego z próbą samozniszczenia; z pewnością nie była osobowością psychotyczną. Należy podkreślić, że robiła tylko to, co w latach pięćdziesiątych robiło bardzo wielu ludzi, a już szczególnie artyści. Nadużywanie leków stało się przyzwyczajeniem nie tylko wrażliwych dramaturgów typu Tennessee Williamsa i Williama Inge'a oraz pobłażających sobie aktorów, takich jak Tallulah Bankhead i Montgomery Clift; było to powszechnie akceptowaną częścią ich życia. "Nasz lekarz domowy dał mi tabletki na sen, kiedy miałam siedemnaście lat!" - wspominała Susan Strasberg - Ludzie ciągle mieszali lekarstwa z szampanem, po to by wzmocnić ich działanie. A Marilyn dokuczał strach, nieśmiałość i przejmujący ból, jaki odczuwała przy każdej miesiączce. Bardzo cierpiała.

Autor:  ElsieMarina [ 13 października 2016, o 21:42 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

Jeszcze Spoto pisze:

Zażywanie leków nasennych i uspokajających (nigdy nie przyjmowała amfetaminy, marihuany ani nie wstrzykiwała sobie dożylnie narkotyków) rozpoczęło się u niej całkiem niewinnie od ograniczonych ilości bezpłatnych próbek dostarczanych jej przez Sidneya Skolsky'ego. W 1955 roku, powtarzające się od czasu do czasu nieostrożne mieszanie leków z winem zakłócało tok jej zajęć i sprawiało, że następnego dnia była przewrażliwiona, ponura i zapadała w umysłowy letarg.

Autor:  Narcissa [ 13 października 2016, o 21:47 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

Ona szukała pomocy z każdej możliwej strony. Wręcz wołała o tę uwagę i pomoc. A oni tylko machali ręką i robili wszystko, żeby wyszło z korzyścią dla nich. Marilyn jako istota ludzka się nie liczyła.

Autor:  ElsieMarina [ 13 października 2016, o 21:54 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

I znów Spoto:

Ze zdobyciem takich lekarstw w tamtym okresie nie było żadnych kłopotów i lekarze cały czas zaopatrywali w nie Marilyn i Miltona. "Miltown [ popularny środek uspokajający] wręczano jak cukierki" - wspominała Amy. Wydawało się, że każdy może brać tabletki w nieskończoność - i wkrótce zniszczyły one Miltona tak samo jak Marilyn. Towarzystwa farmaceutyczne dostarczały lekarzom bezpłatne próbki leków i niektórzy z nich dawali swoim pacjentom za dużo darmowych specyfików, czyniąc ich tym sposobem częstymi bywalcami swoich gabinetów. "To był straszny okres - dodaje Amy - Brat Miltona był lekarzem i mieliśmy mnóstwo leków, wszystkie jakie chcieliśmy, na pobudzenie, na uspokojenie, każdy był dla nas dostępny".

Autor:  Narcissa [ 13 października 2016, o 22:06 ]
Tytuł:  Re: Greenson, Engelberg i leki

Dobrze, że czasy się zmieniły. Ludzie chyba też inaczej podchodzą do kwestii wszelkiego typu leków.

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/